Tradycji stało się zadość ? kolejny marszałek nie dotrwał do końca kadencji. Już w okresie przedświątecznym narastała atmosfera nieuchronności zmian w Zarządzie Województwa Dolnośląskiego. To pokłosie grillowania Grzegorza Schetyny. Akcja Donalda Tuska pozbycia się jednego z filarów Platformy Obywatelskiej i współautora jej sukcesów realizowana była rękami Jacka Protasiewicza, a polem bitwy uczyniono Wrocław: powiat i województwo. Media karmione zleceniami z Urzędu Marszałkowskiego początkowo z wielką rezerwą przyjmowały do wiadomości, że jeśli do boju u boku nowego szefa regionu PO staje Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz z Obywatelskim Dolnym Śląskiem, to wynik może być tylko jeden. Jakich to wymagało kompromisów, wiedzą tylko uczestniczący w negocjacjach. Publika miała igrzyska. A co mamy? Dutkiewicz ma adwokata swoich interesów w Zarządzie Województwa. Protasiewicz ma ?swojego? Marszałka i ?swoją? Przewodniczącą Sejmiku. Reszta Zarządu to scheda po koalicji rządzącej województwem od początku tej kadencji (PO, SLD i PSL). PO ma mieć jeszcze swoją Sekretarz Województwa. Tak zostały rozdane karty, fundamentem porozumienia stał się pakiet zadań do uwzględnienia w kontrakcie wojewódzkim i Regionalnym Programie Operacyjnym dla Dolnego Śląska. Cezary Przybylski ma być gwarantem tego kontraktu, ale kto ma dać rękojmię skuteczności takiej koncepcji. Po jednej stronie mamy konglomerat partii, po drugiej stowarzyszenie, przez złośliwców zwane kartelem władzy Dutkiewicza. Platforma zawsze będzie mogła porażki zrzucać na niemożność dogadania się z koalicjantami. Ten układ nie ma bowiem charakteru tzw. wielkiej koalicji, można powiedzieć, że jest jej karykaturą. Ale trzeba powiedzieć sobie jasno: albo można było pozostawić wszystko, tak jak było, albo posunąć się choć o tyle. Na efekty poczekamy do jesieni.